poniedziałek, 12 stycznia 2015

Tunezyjski brik z tuńczykiem

Karnawał w pełni, stąd w tym tygodniu kolejny ciekawy pomysł, który świetnie powinien się sprawdzić na karnawałowej imprezie. Mowa o tunezyjskich brikach, czyli nadziewanych trójkątach z niezwykle cienkiego ciasta, które niestety jest raczej niedostępne w Polsce. Całe szczęście istnieją także wersję tej potrawy, do przygotowania których użyć można, znacznie bardziej u nas popularnego, ciasta filo. Oczywiście i w tym przypadku trzeba się trochę naszukać, ale na pewno jest ono dostępne w delikatesach i sklepach specjalistycznych.

Istnieje wiele wersji nadzienia do brika - począwszy od tych mięsnych, przez rybne, aż do warzywnych. W moim przypadku to wersja rybna, z tuńczykiem, kaparami, ziemniakami i miętą. Do przygotowania tego dania możecie użyć zarówno świeżego tuńczyka, jak i jego kawałków w puszcze. Warto także użyć świeżej mięty, choć jeśli mamy problem z jej dostaniem, spokojnie można zamiast niej skorzystać z zielonej pietruszki. Zresztą klasyczne przepisy na briki z tuńczykiem, kaparami i ziemniakami przygotowuje się właśnie z zieloną pietruszką, niemniej mięta dodaje całemu daniu świeżości. Zwolennicy bardziej ostrych smaków mogą także dodać do farszu harrisy, czyli pasty z papryczek chili, czosnku, kolendry, kuminu, papryki i soli.


Składniki:

8 płatów ciasta filo
200 g tuńczyka (świeżego lub z puszki)
400 g ugotowanych ziemniaków
1 łyżka kaparów
2 jajka
4 cebule dymki
2 łyżki świeżej mięty (lub zielonej pietruszki)
1 łyżeczka harrisy (opcjonalnie)
100 ml oliwy extra virgine
sól i pieprz do smaku

Przygotowanie:

Ziemniaki gotujemy w mundurkach. Po ugotowaniu obieramy i przeciskamy przez praskę do dużej miski. Do ziemniaków dodajemy tuńczyka, kapary, drobno posiekaną cebulę dymkę, jedno jajko, mietę, łyżkę oliwy i harrisę (jeśli używamy). Całość mieszamy ze sobą i wstawiamy do lodówki na co najmniej 30 minut. Tuż przed przygotowaniem brików doprawiamy farsz solą i pieprzem.

Nagrzewamy piekarnik do 180ºC. Płat ciasta filo rozkładamy na desce, pędzelkiem smarujemy go z wierzchu oliwą. Następnie kładziemy na nim kolejny płat ciasta i również smarujemy oliwą. Tak przygotowane ciasto kroimy na podłużne pasy o szerokości ok. 10 cm. Na skrajną prawą dolną część nakładamy łyżkę farszu. Składamy część ciasta z farszem w trójkąt i przekładamy w kolejne trójkąty aż farsz zostanie szczelnie zawinięty w ciasto. Smarujemy z wierzchu rozmąconym żółtkiem, aby brik przyrumienił się w czasie pieczenia. Tę samą procedurę powtarzamy formując kolejne trójkąty. Gotowe briki wstawiamy do nagrzanego piekarnika i pieczemy przez ok. 20 minut.

niedziela, 4 stycznia 2015

Sałatka z awokado i małży

Okres świąteczny powoli dobiega końca. Z jednej strony trochę żal, bo to ten czas w roku, kiedy gotuje się w niepowtarzalny (choć też dość ciężkostrawny) sposób. Z drugiej jednak strony, może to i dobrze, że to już koniec, bo w nadchodzący karnawał kulinarnie wkroczyć można z równie ciekawą, choć znacznie lżejszą kuchnią. Jednym z takich pomysłów na początek roku, ale i na karnawałową imprezę jest efektowna sałatka z awokado i małży, która świetnie smakuje i robi wrażenie pod względem wizualnym, a to w karnawale równie istotne, co smak!

Na wstępie jedna uwaga: kluczowa w tej sałatce jest obecność awokado, jednak małże spokojnie można zamienić na inne owoce morza i w zależności od gustu, dostępności czy ceny zdecydować się na krewetki, homara czy kałamarnice. Sam użyłem vongoli w słoiku, które świetnie sprawdzają się do tego typu sałatek. Druga uwaga dotyczy awokado: danie to można podać w formie tradycyjnej sałatki w misce, ale można także wykorzystać do podania połówki awokado, które pozostaną nam po wydrążeniu miąższu. Aby jednak połówki zachowały formę i nie rozpadły się pod ciężarem sałatki, zdradzam wieloletni patent stosowany przez moją mamę: zaraz po wydrążeniu miąższu połówki należy włożyć na kilka godzin do zamrażarki i wyjąć je z niej tuż przed podaniem. Dzięki temu tak podana sałatka sprawdzi się także jako orzeźwiające danie w czasie lata.

I na koniec jeszcze jedno: zaletą tego przepisu jest fakt, że sałatkę możecie przygotować kilka godzin przez imprezą. Trzeba tylko pamiętać o jednym - zaraz po wydrążeniu miąższu należy go skropić sokiem z cytryny albo limonki, tak aby nie ściemniał. Potem możemy połączyć go z resztą składników i wstawić do lodówki, gdzie będzie spokojnie czekał na swój czas.

A tak w ogóle: szczęśliwego Nowego Roku!


Składniki (8 porcji):

4 awokado
2 słoiczki vongoli
2 szalotki (albo cebule dymki)
1 cytryna
świeża bazylia
cukier puder
sól i pieprz

1 łyżeczka musztardy (francuskiej lub dijon)
50 ml białego octu winnego
1 szalotka
1 jajko ugotowane na twardo
50 ml oliwy extra vergine
50 ml oleju (np. z orzechów włoskich)

Przygotowanie:

Awokado przecinamy na pół, wyjmujemy pestki i wydrążamy łyżeczką miąższ. Wydrążone połówki awokado wkładamy do zamrażarki. Miąższ kroimy na mniejsze kawałki i przekładamy go do miski. Do awokado dodajemy sok z jednej cytryny, drobno posiekaną szalotkę, vongole i posiekane liście bazylii. Doprawiamy do smaku solą i pieprzem oraz, jeśli to konieczne, cukrem pudrem (warto skorzystać właśnie z niego, aby cukier krystaliczny nie chrzęścił w zębach). Całość wkładamy do lodówki i wyjmujemy 30 minut przed podaniem.

Następnie przygotowujemy sos do sałatki. Gotujemy jajko na twardo. Mieszamy musztardę z octem winnym, dodajemy drobno posiekane jajko i szalotkę, a następnie powoli wlewamy oliwę i olej, ciągle mieszając.

Przed podaniem wyciągamy połówki awokado z zamrażarki, napełniamy je sałatką i polewamy całość sosem. Dekorujemy według własnej inwencji, wykorzystując różnego rodzaju sałaty, kiełki czy krem z octu balsamicznego (jak na zdjęciu).

środa, 17 grudnia 2014

Spaghetti z bakłażanem

Dzisiaj pomysł na błyskawiczne i bardzo proste danie, które powinno się świetnie sprawdzić w okresie przygotowań do Bożego Narodzenia, kiedy nie dość, że sporo gotuje się już na święta, to jeszcze poza tym trzeba przygotować coś do jedzenia na co dzień. Dobrym wariantem w takim układzie jest spaghetti z bakłażanem, które można podać zarówno jako danie główne, jak i dodatek do mięsa czy ryby. Jego niewątpliwym atutem jest fakt, że do jego przygotowania potrzebne będzie jedynie sześć składników: makaron, bakłażan, mąka, oliwa, rodzynki i prażone orzeszki piniowe, które jednak spokojnie zastąpić można pistacjami lub płatkami migdałowymi.

I jeszcze tylko kilka słów o bakłażanie, bo to kolejne warzywo, które powinno często gościć w naszym menu. Jego największą zaletą jest niskokaloryczność (20 kcal w 100 g) oraz obecność potasu, wapnia i magnezu. Ale bakłażan zawiera także związki fenolowe, które mają potencjał przeciwutleniający oraz nasuninę, która chroni przed zmianami nowotworowymi. Nic tylko wykorzystać w kuchni! Warto jednak pamiętać, że część bakłażanów (nie wszystkie) cechuje charakterystyczna goryczka. Aby się jej pozbyć, należy pokroić bakłażana w plastry i nasolić je, a po kilkudziesięciu minutach wysuszyć papierem kuchennym. Wtedy jest gotowy do użycia.



Składniki (dla 2 osób):

160 g makaronu pełnoziarnistego
1 bakłażan
spora garść rodzynek
spora garść płatków migdałowych
oliwa z wytłoczyn
mąka
sól i pieprz

Przygotowanie:

Bakłażana kroimy w plastry, solimy i odstawiamy na kilkadziesiąt minut w chłodne miejsce. Rodzynki zalewamy wrzątkiem i odcedzamy wodę. Płatki migdałowe prażymy na patelni. Następnie osuszamy bakłażana ręcznikiem papierowym. Nagrzewamy mocno oliwę w sporej patelni. Każdy z plastrów bakłażana obtaczamy w mące i strzepujemy jej nadmiar. Wrzucamy plastry na oliwę, kiedy ta już mocno dymi. Obsmażamy je na złocisty kolor z obu stron przez kilka minut. W między czasie gotujemy makaron zgodnie z instrukcją na opakowaniu. Kiedy makaron jest ugotowany al dente, odcedzamy go i wrzucamy do bakłażanów, dodając jednocześnie rodzynki i płatki migdałowe. Mieszamy, doprawiamy do smaku solą i pieprzem, możemy także polać makaron odrobiną oliwy extra vergine. Całość posypujemy świeżą lub suszoną zieloną pietruszką.

piątek, 5 grudnia 2014

Stek z rostbefu w sosie BBQ i makaron z sosem pomidorowym

Stek wołowy to jak dotąd chyba największy nieobecny tego bloga. Muszę przyznać, że sam sobie się dziwię, że pierwszy przepis pojawia się dopiero dzisiaj, tym bardziej że to jedna z tych rzeczy, którą przygotowuję średnio dwa razy w tygodniu. Z jednej strony wszyscy fani Hardkorowego Koksa wiedzą, że w czasie treningu siłowego "stejki" to najlepsze rozwiązanie. Z drugiej jednak, to jeden z najlepszych sposobów przyrządzenia wołowiny, zwłaszcza antrykotu czy rostbefu, a więc taki, który nie wymaga długiego czasu przygotowania i pozwala zachować całą soczystość mięsa. To zresztą moje ulubione rodzaje wołowiny i to właśnie po nie sięgam najczęściej, kiedy mam ochotę na stek.

Zacznę od steka z rostbefu. To dość twarde mięso, ale jak najbardziej nadaje się na steki. Tym razem zamarynowałem je w domowym sosie barbecue, którego przygotowanie to zaledwie kilka chwil, a który z pewnością przyda się już za kilka miesięcy, kiedy znów zacznie się sezon grillowy. W przypadku marynowania steków z rostbefu dobrym pomysłem jest wykorzystanie nakłuwacza do mięsa. Dzięki niemu nakłujemy stek i smak marynaty lepiej do niego wniknie, przez co mięso nabierze pełni smaku. I oczywiście, jak przy każdym steku, należy uważać, aby go nie przesmażyć!

Stek podałem z czarnym makaronem barwionym sepią oraz prostym sosem pomidorowym, który świetnie pasuje do sosu barbecue. Nie ma w nim zbyt wielu składników, bo oparty jest na oliwie, cebuli, czosnku, marchewce i pomidorach, ale właśnie o to chodzi - często najlepsze rzeczy to te najprostsze. I od razu zaznaczę - nie jestem szczególnym fanem gładkich sosów, ale jeśli wolelibyście jego gładką wersję, albo zmiksujcie całość przy użyciu blendera, albo dodajcie do sosu czosnek i marchewkę w całości, zaś cebulą pociętą w ćwiartki, a gdy sos będzie już gotowy, wyjmijcie je ze środka.

Przygotowanie:

Steki w sosie BBQ

2 steki z rostbefu (po 200 g)

Sos BBQ

2 łyżeczki przecieru pomidorowego
1 łyżka octu winnego
1 łyżka sosu worcestershire
1 łyżka miodu
1 łyżka oliwy extra vergine
1/2 łyżeczki tabasco
1 starty ząbek czosnku
1 łyżeczka mielonej kolendry
1 łyżeczka tymianku
1/2 łyżeczki chili cayenne
1 łyżeczka soli

Czarny makaron z sepią z sosem pomidorowym
150 g czarnego makaronu z sepią

Sos pomidorowy:

1/2 puszki pomidorów
1 mała marchewka
1 mała cebula
2 ząbki czosnku
1/2 pęczka zielonej pietruszki
2 łyżki oliwy
sól i pieprz do smaku

Przygotowanie:

Na patelni rozgrzewamy oliwę, a następnie na średnim ogniu szklimy drobno posiekaną cebulę. Kiedy cebula się zeszkli, dodajemy drobno posiekane czosnek i marchewkę. Przesmażamy przez kilka minut, a następnie dodajemy pomidory. Zmniejszamy ogień na mały, przykrywamy patelnię i gotujemy aż do zgęstnienia sosu, mieszając go co kilka minut. Doprawiamy do smaku solą i pieprzem (ewentualnie, jeśli pomidory będą za mało słodkie, możemy dodać trochę brązowego cukru) i posypujemy całość posiekaną natką pietruszki.

W miseczce łączymy ze sobą wszystkie składniki sosu BBQ. Steki nakłuwamy nakłuwaczem do mięsa, a następnie dokładnie smarujemy z obu stron sosem BBQ. Wkładamy do lodówki co najmniej na godzinę (a najlepiej na całą noc). Wyjmujemy 30 minut przed smażeniem. Smarujemy oliwą grilla lub patelnię grillową, a następnie mocno rozgrzewamy. Smażymy steki po cztery minuty z każdej strony. Zdejmujemy z grilla lub patelni i zawijamy w folię aluminiową na co najmniej 5 minut.

piątek, 28 listopada 2014

Łosoś pieczony w niskiej tempetaturze

Wyjdzie na to, że jestem monotematyczny, ale nie mogę sobie odmówić jeszcze jednego przepisu, w którym pojawiają się moje ulubione bataty. Tym razem jednak nie występują w roli głównej, a jedynie jako dodatek do pieczonego łososia. Pomyślałem sobie, że właśnie słodkie bataty ze świeżym tymiankiem będą świetnym uzupełnieniem cytrynowo-tymiankowego łososia z pieca. Słyszałem, że ludzie dzielą się na tych, którzy uwielbiają łososia, oraz na tych, którzy za nim (najogólniej rzecz ujmując) nie przepadają. Ja plasuję się gdzieś pośrodku. Nie jest na pewno tak, że za nim nie przepadam, ale też nie jest to ryba, na którą często miałbym ochotę...

Bardzo możliwe, że przyczyną niechęci do łososia jest sposób jego przygotowania - bardzo łatwo go wysuszyć, a wtedy traci cały swój urok (jak zresztą większość ryb). Dlatego, przed zabraniem się do pracy, postanowiłem trochę poczytać o właściwych temperaturach pieczenia. I co się okazało? Ponieważ jest to dość tłusta ryba, najlepiej jest ją piec w niskich temperaturach (130-135 stopni), tak aby tłuszcz powoli się wytapiał i sprawiał, że cały czas pozostaje ona soczysta. Tak też zrobiłem i swój filet piekłem trochę ponad 15 minut w temperaturze 135 stopni. Efekt? Łosoś był właśnie taki, jak powinien, czyli rozpływający się w ustach! Jeśli więc do tej pory łosoś wychodził Wam zbyt suchy, koniecznie spróbujcie tego przepisu, czyli pieczenia w niskiej temperaturze.

I na koniec jeszcze jedna uwaga: ostatnio kilka osób prosiło mnie o pomysły na dania, które sprawdzą się na przyjęciach, a więc przepisy niewymagające zbyt wiele pracy w kuchni, gdy mamy gości na głowie. To właśnie jedno z nich: zarówno łososia, jak i bataty można przygotować przed spotkaniem, a następnie obie rzeczy włożyć do piekarników i potem tylko raz czy dwa razy sprawdzić, czy wszystko jest w porządku. Ale to nie tylko świetny przepis na przyjęcie, bo równie dobrze powinien sprawdzić się jako pomysł na niebanalny i (nie)codzienny obiad.


Składniki (2 osoby):

Łosoś z tymiankiem i cytryną

1 duży filet z łososia (ok. 400 g)
1 cytryna
2 łodygi świeżego tymianku
1 łyżeczka musztardy Dijon
1 łyżeczka miodu
1 łyżka oliwy extra vergine
sól i pieprz

Pieczone bataty

2 bataty
2 łodygi świeżego tymianku
2 łyżki oliwy extra verigne
1 łyżeczka brązowego cukru
sól i pieprz

Przygotowanie:

Łososia myjemy i osuszamy. Połowę cytryny kroimy w plastry. W naczyniu mieszamy ze sobą sok z pozostałej połówki cytryny, musztardę Dijon, miód, oliwę oraz posiekany tymianek. Dokładnie smarujemy rybę marynatą i zostawiamy co najmniej na 30 minut, aby łosoś przeszedł smakiem marynaty. Nagrzewamy piekarnik do 135 stopni C. Łososia solimy i pieprzymy, na wierzch kładziemy plastry cytryny, a następnie pieczemy w piekarniku przez 15-17 minut (w zależności od grubości filetu).

Bataty myjemy i obieramy. Kroimy w słupki przypominające frytki. Rozkładamy bataty na blasze do pieczenia, a następnie polewamy je oliwą i posypujemy posiekanym tymiankiem, brązowym cukrem oraz solą i pieprzem. Mieszamy całość rękami i wstawiamy do piekarnika nagrzanego na 200 stopni C na ok. 10-15 minut (pieczemy aż do miękkości).

wtorek, 25 listopada 2014

Zupa z batatów

Każdy człowiek ma jakieś słabości, a już na pewno słabość do czegoś. W moim przypadku zdecydowanie są to bataty, zwane także patatami albo słodkimi ziemniakami, choć ze względu na kolor, ale i wartości odżywcze blisko im także do marchwi. Ich pomarańczowa barwa świadczy o wysokiej zawartości karotenoidów, dzięki czemu nawet niewielka ilość batatów pokrywa zapotrzebowanie na witaminę A i beta-karoten. Ale są one także dobrym źródłem sodu czy potasu, zawierają inne witaminy i minerały, takie jak miedź, mangan, wapń, witaminy z grupy B i witaminę C, jak również pokaźną ilość błonnika. W końcu to także świetne źródło węglowodanów o stosunkowo niskim indeksie glikemicznym, dzięki czemu mogą one być nie tylko zdrowym zamiennikiem ziemniaków, ale także kasz, ryżów czy makaronów.

Niemniej, pomijając wszystkie właściwości odżywcze, które czynią z batatów jedne z najzdrowszych warzyw na świecie, najbardziej niepowtarzalny jest ich smak - słodki i delikatny. Najprostszą formą przygotowania jest po prostu ich upieczenie w piekarniku w formie frytek, ale bataty dają o wiele więcej możliwości. Jedną z moich ulubionych jest zupa, a właściwie krem, z dodatkiem marchewki, imbiru i ziół, takich jak kolendra czy kmin rzymski. To idealny pomysł na zimowy obiad - z jednej strony słodycz batatów i marchwi, z drugiej rozgrzewający i dodający energii smak imbiru i kminu. Jeśli jeszcze nie mieliście okazji spróbować, to jest ten moment. Po takiej zupie, ani jesień, ani zima już nie straszne!


Składniki (4 osoby):

2 duże bataty
2 duże marchewki
2 cebule
4 ząbki czosnku
1 kawałek świeżego imbiru
1 łyżeczka mielonej kolendry
1 łyżeczka kminu rzymskiego
1 suszona papryczka chili
ok. 1 litra bulionu warzywnego
2 łyżki oliwy
sól i pieprz do smaku
jogurt naturalny (opcjonalnie)
prażone płatki migdałowe (opcjonalnie)

Przygotowanie:

Cebulę, czosnek i imbir siekamy. Bataty i marchewkę kroimy w niewielką kostkę. W garnku rozgrzewamy oliwę, a następnie szklimy na niej cebulę. Po kilku minutach dodajemy imbir i czosnek, oraz zioła i posiekaną papryczkę chili. Przesmażamy jeszcze przez minutę, a następnie wrzucamy marchewkę i bataty. Mieszamy dokładnie, a po kolejnej minucie wlewamy chłodny bulion. Zagotowujemy, a następnie gotujemy na mały ogniu aż do miękkości marchewki i batatów (ok. 20-30 minut). Miksujmy na krem i zagotowujemy ponownie. Doprawiamy do smaku solą i pieprzem.

Zupę można podać także z kleksem jogurtu naturalnego albo z prażonymi płatkami migdałów.

piątek, 21 listopada 2014

Włoski stir-fry z kurczakiem

Na początek chciałbym podziękować tym, którzy są tutaj od początku, i tym, którzy zaczęli śledzić bloga w ciągu ostatnich 12 miesięcy! Aż trudno uwierzyć, że minął już rok od pierwszego wpisu. W tym czasie pojawiło się 61 przepisów na przystawki, zupy, drugie dania (mięsne, ale i bezmięsne) oraz desery. Jednak przyszedł czas na zmiany na blogu. Najważniejszą jest dodanie Menu - znajdziecie je na stronie głównej po prawej u góry. Mam nadzieję, że w ten sposób ułatwię Wam poszukiwania konkretnego przepisu albo po prostu przejrzenie moich dotychczasowych pomysłów. A kolejne zmiany już niebawem...

Tymczasem wracam do gotowania i dzisiejszego przepisu, czyli włoskiego stir-fry z kurczakiem. O stir-fry pisałem już wielokrotnie, bo to zdecydowanie jedno z moich ulubionych dań, głównie ze względu na błyskawiczny i wymagający niewielkiej ilości tłuszczu sposób przygotowania. Ale lubię to danie także dlatego, że daje sporo możliwości i pobudza kreatywność. Stir-fry może być z kurczakiem, wołowiną czy rybą, ale może też być warzywny; podobnie jak można do niego użyć makaronu albo ryżu, ale równie dobrze może to być np. kasza. W końcu można go przygotować na sposób azjatycki (i tak robię najczęściej), z szalotką, czosnkiem, imbirem i papryczkami chili, ale można też pokusić się o nieco inne smaki.

I to właśnie taki nieco inny pomysł na stir-fry z woka. Zamiast wschodnich smaków przygotowałem coś bardziej włoskiego: kurczaka w oregano, bazylii i tymianku, do tego moja ulubiona "włoska" mieszanka warzyw (marchew, seler naciowy, czosnek, szalotka, papryczka chili), a zamiast makaronu i ryżu tym razem ziarna pszenicy płaskurki. Pszenica płaskurka, zarówno w postaci mąki, jak i ziarna, gości u mnie w kuchni dość często, o czym świadczyć może fakt, że pisałem już o niej dwukrotnie (przy okazji chleba i włoskiego krupniku). Oczywiście płaskurkę spokojnie możecie zastąpić ryżem albo kaszą, ale polecam spróbować mojej wersji, bo z jednej strony pszenica płaskurka to najzdrowszy typ pszenicy, a z drugiej, ma niepowtarzalny smak, który świetnie pasuje do dań kuchni włoskiej. A proponowane danie, jak zwykle, błyskawiczne - wszystkie półprodukty spokojnie możecie przygotować wcześniej, a wtedy samo gotowanie zajmie Wam dosłownie 10 minut!


Składniki (dla 2 osób):

2 piersi z kurczaka
120 g ziarna pszenicy płaskurki
1 marchewka
2 łodygi selera naciowego (oraz natka)
1 szalotka
3 ząbki czosnku
1 papryczka chili
1 cytryna
1 łyżka suszonej bazylii
1 łyżka suszonego oregano
1 łyżka suszonego tymianku
1/2 łyżeczki mielonego białego pieprzu
1/2 łyżeczki mielonego czarnego pieprzu
1 łyżka octu balsamicznego
oliwa z wytłoczyn
sól i pieprz

Przygotowanie:


Piersi myjemy, dokładnie osuszamy, czyścimy i kroimy na małe kawałki. Mieszamy ze sobą bazylię, oregano, tymianek oraz biały i czarny pieprz, a następnie dokładnie obtaczamy kawałki kurczaka w ziołach. Wstawiamy mięso pod przykryciem do lodówki na co najmniej godzinę.

Ziarno pszenicy namaczamy w wodzie co najmniej przez godzinę (a najlepiej przez całą noc). Przed gotowaniem odcedzamy pszenicę, a następnie rozgrzewamy łyżkę oliwy w garnku. Kiedy oliwa zaczyna dymić, wrzucamy odsączone ziarno pszenicy i mieszając przesmażamy przez minutę. Zalewamy 250 ml wody i gotujemy na małym ogniu aż do wchłonięcia całej wody przez pszenicę.

Szalotkę kroimy w talarki, ząbki czosnku, papryczkę chili i łodygi selera naciowego w cienkie plastry, a marchewkę w julienne. Parzymy cytrynę i ścieramy z niej skórkę.

W woku rozgrzewamy 2 łyżki oliwy. Kiedy oliwa zacznie dymić, wrzucamy kurczaka i smażymy, ciągle mieszając, przez ok. 3-4 minuty (do obsmażenia kurczaka z każdej strony i delikatnego zrumienienia). Zdejmujemy mięso, dolewamy odrobinę oliwy, a kiedy się rozgrzeje, wrzucamy warzywa. Przesmażamy je przez minutę, następnie dodajemy z powrotem mięso i ugotowaną pszenicę. Dodajemy skórkę i sok z cytryny, ocet balsamiczny oraz sól i pieprz do smaku. Smażymy jeszcze przez minutę, mieszając dokładnie, a na koniec posypujemy całość natką selera naciowego. Gotowe!