Po małżach i ośmiornicach czas na kolejne z moich ulubionych owoców morza, czyli kalmary. Zdaję sobie sprawę, że to nie najpopularniejsze produkty w polskiej kuchni, ale od czasu do czasu warto przecież poeksperymentować i spróbować czegoś nowego. Warto tym bardziej, że kalmary są coraz łatwiej dostępne w Polsce - wprawdzie najczęściej możemy dostać mrożone, ale za to już w całkiem rozsądnej cenie. Mrożone kalmary mają także jedną zaletę - są już wstępnie oczyszczone i gotowe do spożycia, więc nie ma z nimi wiele roboty. Może więc warto spróbować i przygotować je wyjątkowo już jutro specjalnie dla naszych mam?
Kalmary świetnie nadają się do nadziewania (na przykład ryżem i warzywami), ale ponieważ jest to dość pracochłonne, wybrałem (jak zwykle) proste i szybkie rozwiązanie, którego przygotowania zajmie nam kilkanaście minut. Zdecydowałem się mianowicie na stir fry, do którego użyłem zielonych szparagów (w końcu to już ostatnie dni maja) oraz japońskiego makaronu soba (cienkiego, brązowo-szarego makaronu z mąki gryczanej, którego często używam właśnie do wszelkiego rodzajów stir fry, choć oczywiście możecie go zastąpić innym wschodnim makaronem). W tym przypadku nie musimy martwić się kalmarami - wystarczy, że potniemy je na krążki i przesmażymy przez półtorej minuty na rozgrzanej oliwie. A kiedy dodamy do tego kolejne cztery minuty na przesmażenie warzyw i minutę na wymieszanie wszystkiego z ugotowanym makaronem, wyjdzie na to, że przygotowanie takiego efektownego dania zajmie nam mniej niż 10 minut. Sprawdźcie sami!
Składniki (4 osoby):
200 g makaronu soba
500 g mrożonych kalmarów
250 g zielonych szparagów
2 szalotki
2 ząbki czosnku
1 kawałek świeżego imbiru
1 papryczka chili
3 łyżki oliwy z wytłoczyn
2 łyżki sosu sojowego
1 łyżeczka cukru brązowego
1/2 cytryny
1/2 pęczka zielonej pietruszki
sól i pieprz
Przygotowanie:
Kalmary rozmrażamy zgodnie z instrukcją na opakowaniu, a następnie dokładnie myjemy. Na kalmary składają się dwie części: nóżki kalmarów i ich tuby. Z nóżek odcinamy wszystkie twarde elementy, na które trafimy i które przypominają chrząstkę. W tubach sprawdzamy, czy nie pozostały części struny grzbietowej - coś, co przypomina plastikową szpatułkę. Jeśli trafimy na nie, wyrzucamy. Następnie kalmary ponownie płuczemy i dokładnie suszymy. Tuby kroimy na krążki.
Szparagi myjemy, suszymy, odcinamy zdrewniałe końcówki i kroimy na trzy równe części. Szalotkę, ząbki czosnku i imbir obieramy, a następnie kroimy - szalotki i czosnek w talarki, a imbir w drobną kostkę. Siekamy papryczkę chili.
Makaron gotujemy w osolonej wodzie przez 3 minuty, a następnie odcedzamy na sitku. W tym czasie rozgrzewamy oliwę w woku, a następnie smażymy w nim przez cztery minuty warzywa, ciągle mieszając. Wyjmujemy warzywa i dodajemy na rozgrzanego woka kalmary (jeśli patelnia jest sucha, dodajemy na nią odrobinę oliwy). Smażymy kalmary przez półtorej minuty, następnie dodajemy usmażone warzywa i ugotowany makaron. Mieszamy dokładnie, dodając przy tym sos sojowy, cukier brązowy i sok z połowy cytryny. Doprawiamy do smaku solą i pieprzem, a na koniec posypujemy posiekaną natką pietruszki.
poniedziałek, 25 maja 2015
środa, 20 maja 2015
Pełnoziarniste spaghetti z zielonymi szparagami i tuńczykiem
Póki trwa sezon na szparagi, przedstawiam ich kolejną odsłonę. Dzisiaj krótko i na temat, bo i przepis błyskawiczny. To kolejny pomysł na prostą sałatkę makaronową, która świetnie sprawdzi się jako lunch albo obiad do pracy lub na uczelnię, o czym niedawno ponownie przekonali się moi znajomi z uniwersytetu (Sandra, Piotrek - pozdrawiam!). Nie wymaga wiele pracy i można ją z powodzeniem przygotować dzień wcześniej. To zresztą nawet wskazane, bo w ten sposób, przez noc w lodówce, smaki będą mogły się lepiej "przegryźć".
Tego rodzaju sałatka to także pożywny i zbilansowany posiłek. Tuńczyk i zielone szparagi to m.in. świetne źródła białka, pełnoziarniste spaghetti z kolei dostarczy nam niezbędnej porcji węglowodanów, a oliwa z pierwszego tłoczenia zaspokoi zapotrzebowanie organizmu na pełnowartościowe tłuszcze. Do tego jeszcze tylko pomidory, czyli źródło potasu i magnezu, cebula dymka oraz sok z cytryny i pomysł na lunch gotowy. Koniecznie spróbujcie!
Składniki (dla 2 osób):
160 g pełnoziarnistego spaghetti
250 g zielonych szparagów
150 g kawałków tuńczyka w sosie własnym
2-3 pomidory rzymskie
1 cebula dymka
1/2 cytryny
2 łyżki oliwy extra vergine
1/2 pęczka zielonej pietruszki
sól i pieprz
Przygotowanie:
Makaron gotujemy zgodnie z instrukcją na opakowaniu w mocno osolonej wodzie. Szparagi myjemy, osuszamy i odcinamy zdrewniałe końcówki. Szparagi tniemy na trzy równe części i gotujemy na parze przez 4 minuty, tak aby pozostały al dente. W dużym naczyniu mieszamy ze sobą ugotowane szparagi, posiekaną cebulę dymkę, oliwę, sok z cytryny i pokrojone w kostkę pomidory. Mieszamy, a następnie dodajemy ugotowany makaron oraz odsączonego tuńczyka. Po dokładnym wymieszaniu doprawiamy do smaku solą i pieprzem oraz posypujemy posiekaną natką pietruszki.
Tego rodzaju sałatka to także pożywny i zbilansowany posiłek. Tuńczyk i zielone szparagi to m.in. świetne źródła białka, pełnoziarniste spaghetti z kolei dostarczy nam niezbędnej porcji węglowodanów, a oliwa z pierwszego tłoczenia zaspokoi zapotrzebowanie organizmu na pełnowartościowe tłuszcze. Do tego jeszcze tylko pomidory, czyli źródło potasu i magnezu, cebula dymka oraz sok z cytryny i pomysł na lunch gotowy. Koniecznie spróbujcie!
Składniki (dla 2 osób):
160 g pełnoziarnistego spaghetti
250 g zielonych szparagów
150 g kawałków tuńczyka w sosie własnym
2-3 pomidory rzymskie
1 cebula dymka
1/2 cytryny
2 łyżki oliwy extra vergine
1/2 pęczka zielonej pietruszki
sól i pieprz
Przygotowanie:
Makaron gotujemy zgodnie z instrukcją na opakowaniu w mocno osolonej wodzie. Szparagi myjemy, osuszamy i odcinamy zdrewniałe końcówki. Szparagi tniemy na trzy równe części i gotujemy na parze przez 4 minuty, tak aby pozostały al dente. W dużym naczyniu mieszamy ze sobą ugotowane szparagi, posiekaną cebulę dymkę, oliwę, sok z cytryny i pokrojone w kostkę pomidory. Mieszamy, a następnie dodajemy ugotowany makaron oraz odsączonego tuńczyka. Po dokładnym wymieszaniu doprawiamy do smaku solą i pieprzem oraz posypujemy posiekaną natką pietruszki.
poniedziałek, 18 maja 2015
Pilaf z zielonymi szparagami i stek z antrykotu
Sezon na szparagi w pełni, dlatego w najbliższym czasie kilka pomysłów na przygotowanie dań właśnie z nimi w roli głównej. To jedno z tych warzyw, które świetnie nadają się do przygotowania zupy, pasty czy risotto, ale i jako dodatek do mięsa czy ryby. Lubię zarówno białe, jak i zielone szparagi, choć najczęściej wybieram te drugie, bo w przeciwieństwie do białych nie wymagają obierania, a skoro można sobie nieco ułatwić życie, to czemu nie? Ubolewam też niezmiernie nad tym, że sezon na szparagi trwa tak krótko, bo oprócz tego, że są one kolejnym świetnym źródłem białka, mają także bardzo mało kalorii, dużo składników mineralnych, a jakby tego było mało, są również afrodyzjakiem.
Ponieważ staram się maksymalnie wykorzystać ten krótki okres, w którym dostępne są szparagi, na ogół przez cały maj przygotowuję niemal codziennie dania właśnie z nimi, często próbując przy tym nowych smaków i sprawdzając nowe pomysły. Taką nowością w mojej kuchni, która była odkryciem zeszłego tygodnia, jest pilaf z zielonymi szparagami - proste, szybkie i efektowne w smaku danie, które samo w sobie może być głównym posiłkiem w ciągu dnia, ale i równie dobrze sprawdzi się jako dodatek, na przykład do grillowanego steku z antrykotu marynowanego w kminie rzymskim, kolendrze i ostrej papryce, czyli moim ulubionym połączeniu jeśli chodzi o tego rodzaju steki.
Swój pilaf przygotowałem z dzikim ryżem, czyli z owsem wodnym, który uwielbiam, ale którego też ze względu na wysoką cenę nie wybieram tak często, jakbym sobie tego życzył. Żałuję tym bardziej, że to kolejna bomba białka, witamin i składników mineralnych, która idealnie komponuje się właściwie ze wszystkimi rodzajami dań. Ale oczywiście możecie przygotować tego typu pilaf z innymi odmianami ryżu, począwszy od białego długoziarnistego (choć tego ryżu akurat nie polecam), przez jaśminowy czy basmati, a kończąc na czarnym. Niemniej wydaje mi się, że najlepszym zamiennikiem będzie brązowy ryż i proponuję wypróbowanie tego przepisu właśnie z tą odmianą (pamiętajcie jednak aby bardzo dobrze przesmażyć ryż na patelni przed gotowaniem, wtedy będzie miękki po ugotowaniu!).
Składniki (2 osoby):
Pilaf z zielonymi szparagami
250 g zielonych szparagów
140 g dzikiego ryżu
1 cebula
2 ząbki czosnku
1/2 papryczki chili
300 ml bulionu warzywnego
1 cytryna
oliwa extra vergine
1/2 pęczka natki pietruszki
sól i pieprz do smaku
Stek z antrykotu
2 steki z antrykotu (ok. 200 g każdy)
1 łyżka zmielonego kminu rzymskiego
1 łyżka zmielonej kolendry
1 łyżka ostrej papryki
oliwa extra vergine
sól i pieprz do smaku
Przygotowanie:
Steki myjemy i osuszamy. Mieszamy ze sobą kmin, kolendrę i paprykę, dodajemy łyżkę oliwy i smarujemy steki marynatą. Następnie wkładamy je do lodówki (przykryte folią spożywczą) na co najmniej godzinę. Wyjmujemy 30 minut przed grillowaniem. Grillujemy steki na mocno rozgrzanym grillu posmarowanym oliwą - po 3 minuty z każdej strony, jeśli chcemy, aby stek był medium rare (odpowiednio dłużej, jeśli lubimy je bardziej wypieczone). Zdejmujemy steki z grilla i dajemy im odpocząć przez kilka minut. Doprawiamy do smaku świeżo zmieloną solą i pieprzem.
Przemywamy ryż i osuszamy go na sitku. Na patelni rozgrzewamy oliwę i dodajemy na nią drobno posiekaną cebulę. Szklimy cebulę, a następnie dodajemy posiekane ząbki czosnku, papryczkę chili i ryż. Smażymy przez 2 minuty, ciągle mieszając, a następnie dodajemy gorący bulion. Gotujemy na średnim ogniu pod pełnym przykryciem przez 30 minut. Myjemy szparagi, odcinamy zdrewniałe końcówki i po 20 minutach gotowania ryżu dodajemy drobno pokrojone szparagi (poza główkami). 3 minuty przed końcem gotowania dodajemy główki szparagów, startą skórkę z połowy cytryny. Doprawiamy do smaku solą i pieprzem, posypujemy posiekaną natką pietruszki.
Ponieważ staram się maksymalnie wykorzystać ten krótki okres, w którym dostępne są szparagi, na ogół przez cały maj przygotowuję niemal codziennie dania właśnie z nimi, często próbując przy tym nowych smaków i sprawdzając nowe pomysły. Taką nowością w mojej kuchni, która była odkryciem zeszłego tygodnia, jest pilaf z zielonymi szparagami - proste, szybkie i efektowne w smaku danie, które samo w sobie może być głównym posiłkiem w ciągu dnia, ale i równie dobrze sprawdzi się jako dodatek, na przykład do grillowanego steku z antrykotu marynowanego w kminie rzymskim, kolendrze i ostrej papryce, czyli moim ulubionym połączeniu jeśli chodzi o tego rodzaju steki.
Swój pilaf przygotowałem z dzikim ryżem, czyli z owsem wodnym, który uwielbiam, ale którego też ze względu na wysoką cenę nie wybieram tak często, jakbym sobie tego życzył. Żałuję tym bardziej, że to kolejna bomba białka, witamin i składników mineralnych, która idealnie komponuje się właściwie ze wszystkimi rodzajami dań. Ale oczywiście możecie przygotować tego typu pilaf z innymi odmianami ryżu, począwszy od białego długoziarnistego (choć tego ryżu akurat nie polecam), przez jaśminowy czy basmati, a kończąc na czarnym. Niemniej wydaje mi się, że najlepszym zamiennikiem będzie brązowy ryż i proponuję wypróbowanie tego przepisu właśnie z tą odmianą (pamiętajcie jednak aby bardzo dobrze przesmażyć ryż na patelni przed gotowaniem, wtedy będzie miękki po ugotowaniu!).
Składniki (2 osoby):
Pilaf z zielonymi szparagami
250 g zielonych szparagów
140 g dzikiego ryżu
1 cebula
2 ząbki czosnku
1/2 papryczki chili
300 ml bulionu warzywnego
1 cytryna
oliwa extra vergine
1/2 pęczka natki pietruszki
sól i pieprz do smaku
Stek z antrykotu
2 steki z antrykotu (ok. 200 g każdy)
1 łyżka zmielonego kminu rzymskiego
1 łyżka zmielonej kolendry
1 łyżka ostrej papryki
oliwa extra vergine
sól i pieprz do smaku
Przygotowanie:
Steki myjemy i osuszamy. Mieszamy ze sobą kmin, kolendrę i paprykę, dodajemy łyżkę oliwy i smarujemy steki marynatą. Następnie wkładamy je do lodówki (przykryte folią spożywczą) na co najmniej godzinę. Wyjmujemy 30 minut przed grillowaniem. Grillujemy steki na mocno rozgrzanym grillu posmarowanym oliwą - po 3 minuty z każdej strony, jeśli chcemy, aby stek był medium rare (odpowiednio dłużej, jeśli lubimy je bardziej wypieczone). Zdejmujemy steki z grilla i dajemy im odpocząć przez kilka minut. Doprawiamy do smaku świeżo zmieloną solą i pieprzem.
Przemywamy ryż i osuszamy go na sitku. Na patelni rozgrzewamy oliwę i dodajemy na nią drobno posiekaną cebulę. Szklimy cebulę, a następnie dodajemy posiekane ząbki czosnku, papryczkę chili i ryż. Smażymy przez 2 minuty, ciągle mieszając, a następnie dodajemy gorący bulion. Gotujemy na średnim ogniu pod pełnym przykryciem przez 30 minut. Myjemy szparagi, odcinamy zdrewniałe końcówki i po 20 minutach gotowania ryżu dodajemy drobno pokrojone szparagi (poza główkami). 3 minuty przed końcem gotowania dodajemy główki szparagów, startą skórkę z połowy cytryny. Doprawiamy do smaku solą i pieprzem, posypujemy posiekaną natką pietruszki.
wtorek, 12 maja 2015
Koktajl ze szpinku i banana
Wiosna w pełni, niebawem lato, więc zaczyna się sezon na koktajle.
Przyznam, że do tej pory nie byłem ich specjalnym fanem. Przygotowywałem
je wprawdzie od czasu do czasu w ciągu lata, nigdy jednak nie były
stałym elementem mojego menu. Ale teraz w końcu przyszedł czas na
zmiany! Głównie za sprawą treningów na siłowni i zdania sobie sprawy z
faktu, że koktajle to świetny sposób na przemycenie niektórych
składników, które trudno byłoby inaczej dostarczyć organizmowi. Mowa o
takich rzeczach, jak pestki dyni, jagody goji czy siemię lniane. Można
je wprawdzie dodać na przykład do domowego musli, ale można je także
wypić w postaci smacznego, zdrowego koktajlu i teraz wybieram tę
ostatnią opcję!
Do wypróbowania tego przepisu, a przy okazji do stałego picia koktajli, zachęcił mnie świeży szpinak. Czemu właśnie szpinak? Jak już kiedyś pisałem, ma on w sobie dużo białka, a skoro tak to pomyślałem, że być może dałoby się zrobić na jego bazie świetny koktajl potreningowy. To o tyle istotne, że najczęstszy sposób przygotowania szpinaku, czyli duszenie, powoduje, że jest on dość specyficzny w smaku i nie sposób go jeść w dużych ilościach... A w postaci koktajlu to zupełnie co innego! Nie dość, że smakuje świetnie to jeszcze dodaje koktajlowi świeżości.
Ale piję go także ze względu na wspomniane już pestki dyni, jagody goji i siemię lniane (choć oczywiście Wy możecie uzupełnić go o kolejne elementy według własnego uznania!). O cudownych właściwościach dwóch pierwszych chyba wszyscy już słyszeli, ale siemię lniane, a tym bardziej pestki moreli, to nadal rzadko używane produkty, które zaskakują bogactwem wartości odżywczych. Wystarczy powiedzieć, że zawiera dużo niezbędnych dla właściwego funkcjonowania organizmu nienasyconych kwasów tłuszczowych z rodziny omega-3 (w takiej ilości, w jakiej występują one w rybach) i omega-6, a ponadto jest bogatym źródłem błonnika, witaminy E, cynku i wielu innych rzeczy. Z kolei pestki moreli są przede wszystkim najbogatszym źródłem naturalnej witaminy B17, która ma działanie przeciwrakowe. Zatem nawet jeśli nie trenujecie, warto chyba przygotować sobie taki koktajl i potraktować go jako zdrowe uzupełnienie codziennej diety. Polecam!
Składniki (4 porcje):
250 g świeżego szpinaku
1 duży banan
400 g jogurtu naturalnego
2 łyżki pestek dyni
2 łyżki jagód goji
1 łyżka siemienia lnianego
3 pestki moreli
4 łyżeczki miodu
Przygotowanie:
Szpinak płuczemy i odsączamy na sitku. Banana obieramy ze skórki. Jagody goji, pestki dyni, siemię lniane i pestki moreli rozdrabniamy w rozdrabniaczu kuchennym. Wszystkie składniki umieszczamy w mikserze i miksujemy na jednolitą masę. Przed zmiksowaniem całości możemy zmielić pestki dyni, jagody goji i siemię lniane, tak aby całość była jeszcze bardziej jednolita.
Do wypróbowania tego przepisu, a przy okazji do stałego picia koktajli, zachęcił mnie świeży szpinak. Czemu właśnie szpinak? Jak już kiedyś pisałem, ma on w sobie dużo białka, a skoro tak to pomyślałem, że być może dałoby się zrobić na jego bazie świetny koktajl potreningowy. To o tyle istotne, że najczęstszy sposób przygotowania szpinaku, czyli duszenie, powoduje, że jest on dość specyficzny w smaku i nie sposób go jeść w dużych ilościach... A w postaci koktajlu to zupełnie co innego! Nie dość, że smakuje świetnie to jeszcze dodaje koktajlowi świeżości.
Ale piję go także ze względu na wspomniane już pestki dyni, jagody goji i siemię lniane (choć oczywiście Wy możecie uzupełnić go o kolejne elementy według własnego uznania!). O cudownych właściwościach dwóch pierwszych chyba wszyscy już słyszeli, ale siemię lniane, a tym bardziej pestki moreli, to nadal rzadko używane produkty, które zaskakują bogactwem wartości odżywczych. Wystarczy powiedzieć, że zawiera dużo niezbędnych dla właściwego funkcjonowania organizmu nienasyconych kwasów tłuszczowych z rodziny omega-3 (w takiej ilości, w jakiej występują one w rybach) i omega-6, a ponadto jest bogatym źródłem błonnika, witaminy E, cynku i wielu innych rzeczy. Z kolei pestki moreli są przede wszystkim najbogatszym źródłem naturalnej witaminy B17, która ma działanie przeciwrakowe. Zatem nawet jeśli nie trenujecie, warto chyba przygotować sobie taki koktajl i potraktować go jako zdrowe uzupełnienie codziennej diety. Polecam!
Składniki (4 porcje):
250 g świeżego szpinaku
1 duży banan
400 g jogurtu naturalnego
2 łyżki pestek dyni
2 łyżki jagód goji
1 łyżka siemienia lnianego
3 pestki moreli
4 łyżeczki miodu
Przygotowanie:
Szpinak płuczemy i odsączamy na sitku. Banana obieramy ze skórki. Jagody goji, pestki dyni, siemię lniane i pestki moreli rozdrabniamy w rozdrabniaczu kuchennym. Wszystkie składniki umieszczamy w mikserze i miksujemy na jednolitą masę. Przed zmiksowaniem całości możemy zmielić pestki dyni, jagody goji i siemię lniane, tak aby całość była jeszcze bardziej jednolita.
poniedziałek, 4 maja 2015
Risotto z owocami morza i selerem naciowym
Z powodu treningów siłowych od pewnego czasu moja kuchnia jest niestety dość monotonna i królują w niej głównie dania z kurczaka, steki z wołowiny i tuńczyk w różnych postaciach, ale pomiędzy treningami staram się choć trochę różnicować domowe menu. Bardzo lubię wszelkiego rodzaju owoce morza, które zresztą są jak najbardziej na miejscu w takiej diecie, dlatego jeśli tylko nadarzy się okazja na to, aby przygotować danie właśnie z nimi w roli głównej, robię to bez zawahania. Oczywiście wolę świeże owoce morza, ale nie mam nic przeciwko mrożonym mieszankom, które można łatwo dostać w większości supermarketów, tym bardziej że to bardzo dobra podstawa do przygotowania hiszpańskiej paelli czy włoskiej pasty lub risotto.
Moja wersja risotto z owocami morza, którą postanowiłem dzisiaj przygotować, nie jest może specjalnie wykwintna, ale powinna przypaść do gustu tym, którzy lubią morskie smaki. Nie mogło w niej zabraknąć, jak w wielu innych moich przepisach na risotto, mojego ulubionego selera naciowego. To zresztą warzywo, które ze względu na świetne właściwości pojawia się w większości przygotowywanych przeze mnie dań. Dość powiedzieć, że 100 g selera naciowego to tylko 4-5 kcal, a jest w nim 86 cennych składników odżywczych (ciekawych tego, co można w nim znaleźć, zapraszam do poszperania w internecie). Podsumowując: ryż, owoce morza, seler naciowy - po prostu samo zdrowie!
Składniki:
140 g ryżu arborio
1 opakowanie mrożonych owoców morza (ok. 275 g)
2 łodygi selera naciowego
1 cebula
2 ząbki czosnku
1/2 cytryny
100 ml białego wytrawnego wina
500 ml bulionu warzywnego
2 łyżki oliwy extra vergine
1/2 pęczka zielonej pietruszki
sól i pieprz
Przygotowanie:
Owoce morza rozmrażamy zgodnie z instrukcją na opakowaniu. W garnku na rozgrzanej oliwie szklimy posiekaną cebulę. Następnie dodajemy posiekany czosnek, drobno pokrojony seler naciowy i ryż. Przesmażamy przez minutę, ciągle mieszając, po czym zalewamy całość winem. Kiedy ryż wchłonie wino, stopniowo dodajemy bulion, gotując całość na średnim ogniu bez przykrycia. Po około 10 minutach, kiedy ryż jest półtwardy, dodajemy owoce morza wcześniej wysuszone na ręczniku kuchennym. Owoce oddadzą sporo wody, dlatego po ich dodaniu nie wlewamy już bulionu (istotne jest to, że w czasie gotowania niekoniecznie musimy użyć całego bulionu). Gdy ryż jest już al dente, dodajemy sok z połowy cytryny oraz doprawiamy całość do smaku solą i czarnym pieprzem, a następnie posypujemy posiekaną natką pietruszki. Gotowe!
Moja wersja risotto z owocami morza, którą postanowiłem dzisiaj przygotować, nie jest może specjalnie wykwintna, ale powinna przypaść do gustu tym, którzy lubią morskie smaki. Nie mogło w niej zabraknąć, jak w wielu innych moich przepisach na risotto, mojego ulubionego selera naciowego. To zresztą warzywo, które ze względu na świetne właściwości pojawia się w większości przygotowywanych przeze mnie dań. Dość powiedzieć, że 100 g selera naciowego to tylko 4-5 kcal, a jest w nim 86 cennych składników odżywczych (ciekawych tego, co można w nim znaleźć, zapraszam do poszperania w internecie). Podsumowując: ryż, owoce morza, seler naciowy - po prostu samo zdrowie!
140 g ryżu arborio
1 opakowanie mrożonych owoców morza (ok. 275 g)
2 łodygi selera naciowego
1 cebula
2 ząbki czosnku
1/2 cytryny
100 ml białego wytrawnego wina
500 ml bulionu warzywnego
2 łyżki oliwy extra vergine
1/2 pęczka zielonej pietruszki
sól i pieprz
Przygotowanie:
Owoce morza rozmrażamy zgodnie z instrukcją na opakowaniu. W garnku na rozgrzanej oliwie szklimy posiekaną cebulę. Następnie dodajemy posiekany czosnek, drobno pokrojony seler naciowy i ryż. Przesmażamy przez minutę, ciągle mieszając, po czym zalewamy całość winem. Kiedy ryż wchłonie wino, stopniowo dodajemy bulion, gotując całość na średnim ogniu bez przykrycia. Po około 10 minutach, kiedy ryż jest półtwardy, dodajemy owoce morza wcześniej wysuszone na ręczniku kuchennym. Owoce oddadzą sporo wody, dlatego po ich dodaniu nie wlewamy już bulionu (istotne jest to, że w czasie gotowania niekoniecznie musimy użyć całego bulionu). Gdy ryż jest już al dente, dodajemy sok z połowy cytryny oraz doprawiamy całość do smaku solą i czarnym pieprzem, a następnie posypujemy posiekaną natką pietruszki. Gotowe!
niedziela, 12 kwietnia 2015
Spaghetti z tunczykiem i pomidorkami koktajlowymi
We wszystkich sferach życia funkcjonują mity, w które często wierzymy (albo raczej chcemy wierzyć) bezkrytycznie. Podobnie jest w kuchni. Jednym z najpopularniejszych mitów, które zrażają nas do codziennego przygotowywania posiłków, jest zapewne ten, zgodnie z którym gotowanie jest niezwykle czasochłonnym zajęciem i tylko niektórzy szczęściarze mogą sobie na to pozwolić. Oczywiście istnieją dania, których przygotowanie zajmuje sporo czasu i wysiłku, ale istnieje też przecież mnóstwo pomysłów na szybkie, smaczne i zdrowe gotowanie (co staram się udowadniać na moim blogu). Zresztą, jeśli mam być szczery, zawsze przygotowuję posiłki na świeżo i staram się, aby na ogół były to dania, które mogę zrobić w 15-30 minut. Da się? Da się!
Na szybko najlepiej zrobić stir-fry (z ryżem lub makaronem), risotto albo włoską pastę i to właśnie te dania najczęściej gotuję. Lubię je, bo przygotowuje się je naprawdę ekspresowo i nie wymagają żadnej wirtuozerii - wystarczą świeże warzywa, dobra ryba albo kawałek mięsa, trochę przypraw, no i odrobina chęci. Tak jest i w niniejszym przypadku, czyli spaghetti (jak zwykle pełnoziarnistym) z tuńczykiem i pomidorkami koktajlowymi. Takie zestawienie stąd, że podobnie jak czosnek, seler naciowy i papryczka chili, które będą potrzebne do przygotowania tej pasty, to produkty, które zawsze staram się mieć w domu. Zresztą polecam wszystkim właśnie ten zestaw jako swego rodzaju kuchenny back-up, bo to świetna baza do przygotowania wielu dań (w tym stir-fry czy risotto).
Ale proste pasty mają jeszcze jeden niezaprzeczalny plus: można je spokojnie zjeść na zimno, na przykład jako sałatkę makaronową, dzięki czemu możecie je wziąć je sobą w pojemniku na zajęcia czy do pracy - świetnie wiedzą o tym moi znajomi z uniwersytetu, których przy okazji serdecznie pozdrawiam! ;) Spróbujcie sami!
Składniki (dla 4 osób):
320 g pełnoziarnistego spaghetti
2 puszki tuńczyka w kawałkach w sosie własnym
3 ząbki czosnku
2 łodygi selera naciowego
1 papryczka chili
250 g pomidorków koktajlowych
1/2 pęczka zielonej pietruszki
kilka gałązek świeżego rozmarynu
3 łyżki oliwy extra vergine
sól i pieprz
Przygotowanie:
Makaron gotujemy w mocno osolonej wodzie zgodnie z instrukcją na opakowaniu. W tym czasie rozgrzewamy oliwę na patelni i przez 2 minuty podsmażamy na średnim ogniu pokrojone w cienkie plasterki ząbki czosnku i łodygi selera naciowego oraz posiekaną papryczkę chili. Następnie dodajemy przekrojone na pół pomidorki koktajlowe i przesmażamy je przez 2 minuty. Po tym czasie dodajemy odsączonego i lekko rozdrobnionego widelcem tuńczyka, posiekane zieloną pietruszkę i listki rozmarynu oraz ugotowany makaron. Mieszamy dokładnie i pozostawiamy na kuchence przez kolejne 2 minuty. Całość skrapiamy jeszcze odrobiną oliwy i doprawiamy do smaku czarnym pieprzem. Gotowe!
Na szybko najlepiej zrobić stir-fry (z ryżem lub makaronem), risotto albo włoską pastę i to właśnie te dania najczęściej gotuję. Lubię je, bo przygotowuje się je naprawdę ekspresowo i nie wymagają żadnej wirtuozerii - wystarczą świeże warzywa, dobra ryba albo kawałek mięsa, trochę przypraw, no i odrobina chęci. Tak jest i w niniejszym przypadku, czyli spaghetti (jak zwykle pełnoziarnistym) z tuńczykiem i pomidorkami koktajlowymi. Takie zestawienie stąd, że podobnie jak czosnek, seler naciowy i papryczka chili, które będą potrzebne do przygotowania tej pasty, to produkty, które zawsze staram się mieć w domu. Zresztą polecam wszystkim właśnie ten zestaw jako swego rodzaju kuchenny back-up, bo to świetna baza do przygotowania wielu dań (w tym stir-fry czy risotto).
Ale proste pasty mają jeszcze jeden niezaprzeczalny plus: można je spokojnie zjeść na zimno, na przykład jako sałatkę makaronową, dzięki czemu możecie je wziąć je sobą w pojemniku na zajęcia czy do pracy - świetnie wiedzą o tym moi znajomi z uniwersytetu, których przy okazji serdecznie pozdrawiam! ;) Spróbujcie sami!
Składniki (dla 4 osób):
320 g pełnoziarnistego spaghetti
2 puszki tuńczyka w kawałkach w sosie własnym
3 ząbki czosnku
2 łodygi selera naciowego
1 papryczka chili
250 g pomidorków koktajlowych
1/2 pęczka zielonej pietruszki
kilka gałązek świeżego rozmarynu
3 łyżki oliwy extra vergine
sól i pieprz
Przygotowanie:
Makaron gotujemy w mocno osolonej wodzie zgodnie z instrukcją na opakowaniu. W tym czasie rozgrzewamy oliwę na patelni i przez 2 minuty podsmażamy na średnim ogniu pokrojone w cienkie plasterki ząbki czosnku i łodygi selera naciowego oraz posiekaną papryczkę chili. Następnie dodajemy przekrojone na pół pomidorki koktajlowe i przesmażamy je przez 2 minuty. Po tym czasie dodajemy odsączonego i lekko rozdrobnionego widelcem tuńczyka, posiekane zieloną pietruszkę i listki rozmarynu oraz ugotowany makaron. Mieszamy dokładnie i pozostawiamy na kuchence przez kolejne 2 minuty. Całość skrapiamy jeszcze odrobiną oliwy i doprawiamy do smaku czarnym pieprzem. Gotowe!
wtorek, 7 kwietnia 2015
Wiejski pszenny chleb na drożdżach
Na wstępie mała uwaga: wbrew pozorom do upieczenia chleba w domu niewiele potrzeba. Na pewno nie trzeba żadnych maszyn do pieczenia chleba (i pewnie nawet lepiej ich nie mieć) czy innych specjalnych urządzeń - wystarczy piekarnik i naczynie, w którym upieczemy nasz domowy chleb. A do tego, że nie ma lepszego pieczywa od tego, które sami sobie upieczemy, chyba nie trzeba nikogo przekonywać...
Teraz do konkretów. To będzie wpis, który pod wieloma względami niekoniecznie pasuje do tego miejsca i jego profilu. Przede wszystkim tytuł: co to za wiejski chleb z Katowic? Cóż, przyznam, że miejsce, w którym mieszkam ma w sobie coś ze wsi - błogi spokój, obok las (wprawdzie za torami kolejowymi), sąsiad przez wiele lat hodował kilka kóz, a w okolicy często trafić można nie tylko na popularne już niemal wszędzie dziki, ale i na przykład sarny. W tytule bardziej chodzi jednak o smak: kiedy pierwszy raz upiekliśmy ten chleb jego smak i zapach, ale przede wszystkim niesamowicie chrupiąca skórka, skojarzyły mi się właśnie z wiejskim chlebem, albo może dziecięcym wyobrażeniem o nim. Przyznam, że dawno nie jadłem tak dobrego pszennego pieczywa i trudno go w ogóle porównywać z jego kupnymi odpowiednikami.
Druga sprawa to rodzaj pieczywa. Tak jak napisałem powyżej, to przepis na pieczywo z mąki pszennej jasnej. Sam staram się jak najrzadziej korzystać z tego typu mąki i raczej wybieram mąkę pełnoziarnistą (najlepiej orkiszową albo z pszenicy płaskurki), ale ponieważ obecnie nie wszyscy w moim domu mogą jeść pełnoziarnisty chleb i są skazani na pieczywo z mąki pszennej jasnej, postanowiliśmy sprawdzić inne przepisy. Ten wydał nam się szczególnie interesujący, bo nie wymaga wielkiego nakładu pracy (a jak wiadomo to w kuchni dość istotne) i bazuje na minimalnej ilości składników: mące, świeżych drożdżach, soli, cukrze i wodzie. Jego niewątpliwą zaletą jest także to, że nie może się nie udać - pod warunkiem, że będziecie mieli dobre świeże drożdże. Jeśli więc lubicie zapach i smak świeżego, chrupkiego pieczywa, koniecznie spróbujcie tego przepisu!
Składniki:
500 g mąki pszennej jasnej (typ 500)
20 g świeżych drożdży
300 ml zimnej wody
1/2 łyżeczki soli
1 łyżeczka cukru
Przygotowanie:
Rozpuszczamy drożdże w zimnej wodzie. W misce (powinna być dość wysoka, aby ciasto mogło w niej wyrosnąć) mieszamy mąkę z solą i cukrem, wlewamy wodę z drożdżami i intensywnie mieszamy łyżką do połączenia składników. Przykrywamy folią spożywczą i pozostawiamy w ciepłym miejscu na minimum 12 godzin.
Po tym czasie bawełnianą ściereczkę posypujemy mąką i przekładamy na nią ciasto. Posypujemy ciasto mąką i zagniatamy. Ciasto zakrywamy brzegami ściereczki, tak aby mogło rosnąć i pozostawiamy na minimum 30 minut w ciepłym miejscu.
W międzyczasie nagrzewamy piekarnik do 250 stopni C. Naczynie żaroodporne z pokrywą nagrzewamy w piekarniku przez parę minut. Przygotowane ciasto przekładamy od ciepłego naczynia, przykrywamy i wkładamy do piekarnika na ok. 30 minut. Po tym czasie odkrywamy naczynie i pieczemy przez kolejne 20 minut. Wyjmujemy chleb na kratkę, aby chleb nie zaparzył się od spodu. Chleb kroimy po całkowity ostudzeniu.
Teraz do konkretów. To będzie wpis, który pod wieloma względami niekoniecznie pasuje do tego miejsca i jego profilu. Przede wszystkim tytuł: co to za wiejski chleb z Katowic? Cóż, przyznam, że miejsce, w którym mieszkam ma w sobie coś ze wsi - błogi spokój, obok las (wprawdzie za torami kolejowymi), sąsiad przez wiele lat hodował kilka kóz, a w okolicy często trafić można nie tylko na popularne już niemal wszędzie dziki, ale i na przykład sarny. W tytule bardziej chodzi jednak o smak: kiedy pierwszy raz upiekliśmy ten chleb jego smak i zapach, ale przede wszystkim niesamowicie chrupiąca skórka, skojarzyły mi się właśnie z wiejskim chlebem, albo może dziecięcym wyobrażeniem o nim. Przyznam, że dawno nie jadłem tak dobrego pszennego pieczywa i trudno go w ogóle porównywać z jego kupnymi odpowiednikami.
Druga sprawa to rodzaj pieczywa. Tak jak napisałem powyżej, to przepis na pieczywo z mąki pszennej jasnej. Sam staram się jak najrzadziej korzystać z tego typu mąki i raczej wybieram mąkę pełnoziarnistą (najlepiej orkiszową albo z pszenicy płaskurki), ale ponieważ obecnie nie wszyscy w moim domu mogą jeść pełnoziarnisty chleb i są skazani na pieczywo z mąki pszennej jasnej, postanowiliśmy sprawdzić inne przepisy. Ten wydał nam się szczególnie interesujący, bo nie wymaga wielkiego nakładu pracy (a jak wiadomo to w kuchni dość istotne) i bazuje na minimalnej ilości składników: mące, świeżych drożdżach, soli, cukrze i wodzie. Jego niewątpliwą zaletą jest także to, że nie może się nie udać - pod warunkiem, że będziecie mieli dobre świeże drożdże. Jeśli więc lubicie zapach i smak świeżego, chrupkiego pieczywa, koniecznie spróbujcie tego przepisu!
Składniki:
500 g mąki pszennej jasnej (typ 500)
20 g świeżych drożdży
300 ml zimnej wody
1/2 łyżeczki soli
1 łyżeczka cukru
Przygotowanie:
Rozpuszczamy drożdże w zimnej wodzie. W misce (powinna być dość wysoka, aby ciasto mogło w niej wyrosnąć) mieszamy mąkę z solą i cukrem, wlewamy wodę z drożdżami i intensywnie mieszamy łyżką do połączenia składników. Przykrywamy folią spożywczą i pozostawiamy w ciepłym miejscu na minimum 12 godzin.
Po tym czasie bawełnianą ściereczkę posypujemy mąką i przekładamy na nią ciasto. Posypujemy ciasto mąką i zagniatamy. Ciasto zakrywamy brzegami ściereczki, tak aby mogło rosnąć i pozostawiamy na minimum 30 minut w ciepłym miejscu.
W międzyczasie nagrzewamy piekarnik do 250 stopni C. Naczynie żaroodporne z pokrywą nagrzewamy w piekarniku przez parę minut. Przygotowane ciasto przekładamy od ciepłego naczynia, przykrywamy i wkładamy do piekarnika na ok. 30 minut. Po tym czasie odkrywamy naczynie i pieczemy przez kolejne 20 minut. Wyjmujemy chleb na kratkę, aby chleb nie zaparzył się od spodu. Chleb kroimy po całkowity ostudzeniu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






